Liczba rysi wypuszczonych przez ZTP: 87
Liczba rysi wypuszczonych w ramach Projektu LIFE22-NAT-PL-LIFE LYNX PL LT DE: 4


„Dzikość” zwierząt

              Od czasu do czasu pojawiają się opinie, że wypuszczane na wolność podczas naszego projektu rysie nie boją się ludzi i wynika to z ich urodzenia w niewoli oswojenia i faktu, że pochodzą z ośrodków hodowli. Podążając tym tokiem myślowym należałoby przyjąć że dziki, które wchodzą do centrów naszych miast też są oswojone, bo nie boją się ludzi i chętnie korzystają z łatwych źródeł dostępnego pokarmu. Dalej należałoby założyć, że skoro tak się zachowują, to oznacza, że pochodzą z jakichś ośrodków zamkniętych.

Gatunków zwierząt, które coraz śmielej wkraczają na tereny zabudowane pomiędzy ludzi jest znacznie więcej, choćby lisy, które lubią zapolować na kury, sarny buszujące w przydomowych ogródkach, daniele, jelenie, pasące się na obrzeżach wsi i w wiejskich sadach. One też nie boją się ludzi, czyli, można powiedzieć, są oswojone. Nic bardziej błędnego. Zmieniający się zwłaszcza w ostatnim czasie stosunek społeczeństwa do zwierząt, dużo większa tolerancja i radość z bliskiego sąsiedztwa, powoduje w konsekwencji, że zwierzęta zauważają, iż człowiek częściej odnosi się do nich z sympatią i zrozumieniem, a nie od razu do nich strzela. Dodatkowo tereny zurbanizowane, gdzie obowiązuje zakaz polowania, oferują zwierzętom schronienie i bogate źródło jedzenia. Nikomu nie przychodzi do głowy oskarżanie jastrzębia gołębiarza o to, że się nie boi człowieka i przylatuje na tereny zabudowane polować na kury czy gołębie. Większe emocje wzbudzają polowania wilków w obrębie wsi na sarny, dziki czy niestety również czasami na psy, ale nikt nie mówi, że wynika to z faktu, że są oswojone albo że pochodzą z ośrodków zamkniętych. Nie ma takiego miejsca na naszym kontynencie, gdzie zwierzęta mogłyby funkcjonować nie mając styczności z infrastrukturą i działalnością człowieka. Jedne odczuwają przed ludźmi większy respekt, inne mniejszy i bardziej wynika to z cech osobniczych niż złych doświadczeń. Złe doświadczenia z człowiekiem z reguły oznaczają śmierć, takie zwierzęta już się niczego nie boją.
            Ogromne znaczenie ma również biologia gatunku, sposób zachowania w określonych okolicznościach. Zachowanie zwierząt zmienia się i nie zawsze jest zgodne z wiedzą z poprzednich lat, zawartą w literaturze.
            Rysi na terenie Pomorza Zachodniego nie było blisko 300 lat, a w tym czasie świat się bardzo zmienił. Zwierzęta muszą, jeśli chcą przeżyć, dostosować się do tych zmian. Owszem, rysie, które wypuszczamy na wolność pochodzą z ośrodków zamkniętych, ale nie jest to ich wadą a wręcz zaletą, bo od najmłodszych lat mają kontakt z ludzką infrastrukturą i nie uciekają w panice czując zapach człowieka. Ułatwia im to przekraczanie autostrad, lotnisk, węzłów kolejowych i terenów zabudowanych. Mieliśmy już takie rysie, które przewędrowały cały kraj i pokonały bez trudu obiekty, powszechnie nazywane barierami ekologicznymi. Rysie przekraczają ruchliwe autostrady, niekoniecznie przejściami dla zwierząt i są w stanie pokonać duże rzeki, np. Wisłę. Każdy nasz ryś przed wypuszczeniem na wolność odbywa długą adaptację i trening. W tym czasie uczymy zwierzęta, co jest naturalnym pokarmem rysia i budujemy niechęć do człowieka. O ile to pierwsze udaje się bez wielkiego trudu z drugim bywa różnie. Różne rysie reagują odmiennie, jedne skrytość i unikanie człowieka mają już we krwi, inne nie wykazują lęku, mimo długotrwałych prób budowania obawy przed ludźmi.
           Często pojawiają się stwierdzenia, że rysie nie mogą zbliżać się do osiedli ludzkich. Tak jak te dziki, o których wspominamy na wstępie, rysie przychodzą w pobliże osiedli ludzkich, bo jest tam pokarm, sporo saren, które bliżej osad czują się bezpiecznie. Rysie podążają za potencjalnymi ofiarami i pokazują się ludziom niejako przy okazji, a nie dlatego, że szukają z ludźmi kontaktu.
           W ciągu ostatnich dwóch lat na wolność wypuściliśmy 52 rysie, do dziś spośród tych wypuszczonych żyje jedynie 32, pozostałe zginęły w przeróżnych okolicznościach najwięcej na skutek chorób (w tym szczególnie) inwazji świerzbowca. W roku 2019 na wolności była tylko jedna kotka dorosła płciowo i to ona urodziła i odchowała 2 kocięta, w 2020 również urodziła młode, ale odchowała tylko jednego kociaka. Niestety zaraziła się świerzbowcem, młody najpewniej padł, a o życie odłowionej, chorej i wycieńczonej Cleo, bo tak ma na imię rysica, cały czas walczymy. W 2020 roku do rozrodu przystąpiły oprócz Cleo, jeszcze Nelly i Rózia. Nelly urodziła i odchowała dwa młode, ale jesienią 2020 roku zachorowała i padła, jej kocięta na pewno również przepadły, bo były za małe na samodzielne życie. Rózia urodziła i odchowała trzy kocięta.
            Piszemy o tym, aby pokazać, że projekty reintrodukcji, w których uczestniczy kilka czy kilkanaście zwierząt nie mogą przynieść efektu przy takim procencie strat i przeżywalności kociąt.
            Mówi się, że najlepsze do reintrodukcji są zwierzęta pozyskane z wolności w drodze odłowu z lokalnych licznych populacji. Ale nie ma takiej wolnej populacji, z której można by pozyskać w krótkim czasie 50-60 zwierząt, a nawet taka liczba jest za mała do odtworzenia gatunku na terenie, gdzie nie występuje. Nowo tworzona populacja, aby przetrwała musi być tak długo zasilana, aż sama zacznie przyrostem rekompensować straty, inaczej prędzej czy później wymrze. Zwierzęta dzikie odławiane z wolności do przesiedlenia w inne miejsce poddane są ogromnemu stresowi. Nie ma możliwości przewiezienia rysia na nowe miejsce tuż po złapaniu, trzeba załatwić bardzo wiele decyzji administracyjnych, trzeba zapewnić odpowiedni czas kwarantanny. Dzikie zwierzę musi czekać długie tygodnie w zamknięciu i w tym czasie przestaje być dzikie. A stres obniża kondycję i zdolność adaptacji. Dlatego w naszym projekcie opieramy się głównie na rysiach urodzonych w niewoli.
             Jak to zwykle bywa największe emocje budzą wydarzenia, gdy nasze uwolnione do natury rysie w pobliżu osiedli ludzkich upolują np. kota czy kurę. Mieliśmy takie pojedyncze przypadki, że ryś upolował kozę albo daniele w maleńkiej 15-arowej przydomowej zagrodzie posadowionej pomiędzy lasem, zatrzcinionym jeziorem i zakrzaczeniami, gdzie zabezpieczenia służą głównie ludziom a zwierzęta żyją stłoczone na małej powierzchni. Jak wiadomo, okazja czyni złodzieja. Po łatwą zdobycz każde zwierzę sięga w trudnych warunkach, gdy nie może upolować nic innego, gdy jest osłabione, chore czy ranne. Pierwsza od lat surowa zima, jakiej żaden z naszych rysi nigdy nie widział, była zwłaszcza dla zwierząt ekstremalnym doświadczeniem, stąd próby polowania w przydomowych zagrodach na kozę, daniele, kury i kota. Rysica, która zabiła daniele w przydomowej zagrodzie, żyje na wolności od roku i od dawna poluje głównie na sarny. Do tej pory nie wchodziła ludziom w drogę, ale w sytuacji głodu podczas srogiego mrozu, walcząc o życie swoje i swojego potomstwa, szuka jedzenia w miejscach, których zwykle unika. Do zagrody z danielami znajduje łatwy dostęp przez zamarznięte jezioro i zabija daniele, które nie są w stanie na niezwykle małej powierzchni uciec przed drapieżnikiem. Twierdzenie, że takie zachowanie wynika z oswojenia czy też urodzenia w niewoli świadczy o zupełnym niezrozumieniu biologii gatunku. W srogie zimy było tak zawsze, wystarczy sięgnąć do literatury i poczytać o głodnych watahach wilków nękających wsie. My, ludzie podczas wielu lat bez prawdziwej zimy, też zdołaliśmy o tym zapomnieć.
             Niektórzy zarzucają nam, że nie wyszkoliliśmy naszych rysi odpowiednio, nie nauczyliśmy ich odróżniania danieli z lasu od tych, które są w prywatnej zagródce. Niestety pewnych progów przekroczyć się nie da. Jeżeli chcemy przywrócić rysie polskiej przyrodzie podobnie jak i szereg innych gatunków, które kiedyś żyły na naszych ziemiach, musimy pamiętać o konsekwencjach. Naszym zadaniem jako prowadzących projekt jest dbanie o to, aby niepożądanych ofiar rysi było jak najmniej. Po to działa pogotowie interwencyjne, które odławia zwierzęta tworzące problemy. Nie zawsze jednak można zareagować, nie zawsze jest czas na reakcję. Niestety nie ma dymu bez ognia. Jednak powrót rysia do polskich lasów wart jest działań. Problem polowania drapieżników na zwierzęta domowe znany jest od dawna, a w polskim systemie prawnym fakt ten znajduje odzwierciedlenie w ustawie o ochronie przyrody, która przewiduje odpowiedzialność Skarbu Państwa za szkody spowodowane między innymi przez wilki, rysie i niedźwiedzie. Od zawsze było wiadomo, że gatunki te mogą czasami polować na zwierzęta domowe i dlatego ustawodawca sformułował odpowiedni przepis. Urodzonym na wolności drapieżnikom podobnie jak reintrodukowanym przez nas rysiom mogą czasami zdarzać się takie „błędy”. Jeżeli człowiek i ryś znów nauczą się żyć w swoim sąsiedztwie, problemów będzie zdecydowanie mniej, bo każda strona będzie wiedziała, czego się po drugiej może spodziewać, ale na to trzeba czasu.